Kategoria: Publikacje

Żałoba – rozstania i powroty

Gdy umiera ktoś nam bliski jest to strata szczególnego rodzaju: zmarłej osoby nie da się nikim zastąpić, nie ma też możliwości jej powrotu. Taka sytuacja wpływa na wszystkie sfery naszego funkcjonowania. Potrzeba dużo czasu, aby uporządkować zaistniały chaos i ułożyć sobie nowe życie – już bez tej osoby. Towarzyszą temu silne, często gwałtowne emocje. Ten proces nazywamy żałobą. Jego główną cechą jest ogromna zmienność – zarówno nasilenia jak i rodzaju przeżywanych uczuć. Wielokrotnie powracają też emocje, wspomnienia, dylematy, które wydawały się być już zamknięte. Rozstania i powroty.

Rozstajemy się nie tylko z osobą, która odeszła, ale też z tworzoną wraz z nią częścią naszego życia. Powoli rozstajemy się z poczuciem obecności zmarłego – niknie jego głos, zapach, obraz staje się mniej wyraźny… A czasem powraca z całą wyrazistością. Bywa, że jest to bolesny powrót.

Rozstajemy się z tą częścią swojej tożsamości, którą określała relacja ze zmarłym. Żonę zastępuje wdowa, ojca – osierocony itp.

Rozstajemy się z dotychczasowym trybem życia – np. przestajemy leczyć i pielęgnować zmarłego, gotować dla niego itp. Przejmujemy część jego obowiązków – np. płacenie rachunków.
Nie planujemy już wspólnych wakacji czy zakupów, rozstajemy się z marzeniami, których częścią był zmarły. Z czasem wracamy do miejsc, w których bywaliśmy razem, konfrontując się nawrotem wspomnień i związanych z nimi silnych emocji. Możemy powrócić do planów czy zajęć, dla których nie było miejsca we wspólnym życiu.

Rozstajemy się z przedmiotami, które nie będą już nikomu służyć – jak szczoteczka do zębów – albo przydadzą się komuś innemu, jak ubrania czy książki. Powracają wspomnienia, silne uczucia utrudniają podjęcie decyzji, czasem wielokrotnie zmienianych. Trudno poradzić sobie z myślą, że „wyrzuca się” bliskiego człowieka. Czasem potrzebna jest czyjaś pomoc, aby móc zamknąć proces wielokrotnych powrotów do już przejrzanych rzeczy i pozostawić ich tylko kilka, realnie wspierających pamięć o zmarłym.

Rozstajemy się ze wspomnieniami – najpierw tymi z ostatniego okresu. Bywa to trudne, zwłaszcza gdy uporczywie wracają sceny szczególnie drastyczne. Potem zaczynają wracać także wspomnienia wcześniejsze, przyjemniejsze. Z czasem zaczynamy rozstawać się i z nimi – aż wybierzemy tylko te, które chcemy, aby zawsze nam towarzyszyły. Podobnie jest ze zdjęciami, nagraniami itp.

Rozstajemy się z ludźmi, którzy nie umieli lub nie chcieli być przy nas w okresie żałoby lub wcześniej, i z tymi, których wiązała tylko relacja ze zmarłym – jak niektórzy koledzy czy krewni. Wracamy do tych, którzy pojawili się – czasem ponownie – w trudnym dla nas czasie.

Rozstajemy się powoli z silnymi uczuciami, które towarzyszą nam w okresie żałoby, szczególnie tymi, które utrudniają życie. Żegnamy rozpacz, żal, tęsknotę, złość, poczucie winy, choć powracają one długo i niespodziewanie, często z dużą siłą. Ale z czasem zamieniają się w spokój i łagodny smutek, powraca radość i wszystkie miłe emocje.

Rozstania i powroty. Decyzje i wybory. Wszystko w oprawie gwałtownych uczuć i niepewności, zarówno co do aktualnych przeżyć, jak i wyobrażeń przyszłości.

Spotkania z terapeutą ułatwiają bezpieczne przejście przez ten trudny czas, aż do chwili, gdy powróci poczucie równowagi i spokoju, a zmarły będzie miał w naszym sercu i pamięci swoje dobre, bezpieczne miejsce.

Autor: Sławomira Woźniak

Mit rodziny

Bodaj głównym źródłem powstawania mitów była potrzeba oswajania świata, czynienia go mniej zagrażającym, bardziej zrozumiałym. Bardzo szczególnym a zarazem skutecznym sposobem okazało się, jak pisze w tytule jednego z pierwszych rozdziałów swej książki pt. „Praca nad mitem”, niemiecki mitoznawca Hans Blumenberg, „wtargnięcie nazwy w bezimienny chaos” (s. 32). „Nawet bardzo dobra wiedza o rzeczach niewidzialnych – pisze Blumenberg – np. o takich, jak promieniowanie, atomy, wirusy czy geny – nie kładzie kresu trwodze.

Archaiczna trwoga dotyczy nie tyle tego, co jeszcze nie poznane, ile raczej tego, co nieznane. Jako nieznane jest ono bezimienne; jako bezimienne – nie może zostać zaklęte, przywołane na pomoc ani zneutralizowane magią.” Z tego samego źródła wypływa potrzeba mitu rodzinnego, która poprzez nadawanie nazw, imion pozwala opowiadać o sobie i bliskich historie, przede wszystkim zaś, umiejscowić i w jakimś sensie zrozumieć siebie, określić swoje miejsce w świecie, wreszcie, znaleźć wartość identyfikacji z własną rodziną, choć także jej słabości.

Wydawać by się mogło, że pojęcie mitu rodzinnego, traci na znaczeniu wobec przemian kulturowych zachodzących we współczesnym świecie. „W ciągu czterdziestu ostatnich lat, pisze Tomasz Szlendak w „Socjologii Rodziny” (Socjologia Rodziny Ewolucja, historia, zróżnicowanie, Wydawnictwo PWN 2010, s. 376), radykalnie zmieniły się postawy ludzi wobec małżeństwa, rodziny, wychowania dzieci, rozwodów, samotnego rodzicielstwa. W latach 50. i 60. rodzina była podstawowym warunkiem odczuwania szczęścia. Im bliżej roku 2000, tym mniej ludzi tak sądziło.”

Można byłoby powiedzieć, iż dystans 40. czy 50. lat wobec obecności mitów w ciągu wieków nie może im zagrażać. Ale wnioskiem ważniejszym i prawdziwszym będzie przekonanie, iż trudny czas kryzysu w jakim postrzegana jest dziś rodzina wzmaga ową trwogę, o której pisze Hans Blumenberg, choć zapewne bardziej nieświadomie niż świadomie. A co za tym idzie to właśnie w micie rodziny należy dostrzec szansę znajdowania dróg wyjścia, co nie oznacza zaniechania działań w sferze ekonomicznej i społecznej.

Autor: Zygfryd Klaus

Przestrzeń i miejsce

Geograf Yi – Fu Tuan w książce „Przestrzeń i miejsce” opowiada, iż Eskimosi rozwijają dobrą orientację przestrzenną poruszając się w obszarze mgieł i śniegu, w sytuacji niedookreślonej, nie oznaczonej wieloma punktami orientacyjnymi, budując identyfikację miejsca w przestrzeni za pomocą minimalnych wskazówek.
Niełatwa sytuacja rodzinna lub osobista, trudności, może również służyć ubogacaniu poczucia orientacji i radzenia sobie w życiu, gdy zdecydujemy się skorzystać ze wsparcia.

Określanie, jak można zadbać o siebie, tak, by było w życiu wystarczająco wiele radości, spokoju, odpoczynku, odporności, może stanowić pasjonującą aktywność. Warto, w czasie oświetlonych dni świątecznych, a także tych codziennych, podarować sobie oraz innym, w różnym stopniu bliskim osobom, wystarczająco dużo zrozumienia, wzruszenia, mądrości, bycia, przeżywania, odróżniania jaka zmiana jest potrzebna, jaka jest teraz możliwa, a co będzie możliwe nieco później.

Psychoterapeuta P. Nemetschek przytoczył następującą przypowieść Miltona Ericksona:
Gdy Indianki przy przędzeniu przełożą pierwszą nić, oczami wyobraźni widzą obraz gotowego dywanu i wiedzą jaka będzie ostatnia nić.”

Warto, by nasze życie utkane było z dobrze wybranych cząstek codzienności oraz nut świątecznych, radosnych, przynoszących ubogacenie wzoru tworzącego satysfakcjonujacą całość.

Autor: Wioletta Zawistowska.