Aktualności

Artykuły na temat psychologii i psychoterapii.

Terapia Par skoncentrowana na emocjach. Bliskie związki.

Do naszego ośrodka zgłaszają się pary będące w różnych momentach swojego związku, przeżywające często silne emocje.

W terapii pary muszą nauczyć się dostrojenia. Najpierw terapeuta dostraja się do pary i pomaga im w ten sposób obniżyć poziom pobudzenia.

Terapeuta pomaga w opisaniu, zreflektowaniu, zobaczeniu ich delikatnych potrzeb, które kryją się pod złością, czy wycofaniem, czyli tym, co widać na powierzchni, z czym zwykle para zgłasza się na terapię.
Rzeczy, które potrzebne są w bliskim związku to: akceptacja, przynależność, komfort-uspokojenie, bezpieczeństwo. Są to najważniejsze potrzeby, zaspokajane wówczas, kiedy partner jest dostępny, „zaangażowany w nas”, odpowiada, reaguje na nas. Bez tego „głodujemy emocjonalnie”, ponieważ jesteśmy niezwykle delikatni.

Gdy czujemy się zagrożeni utratą więzi, zranieni, na przykład w kłótni – mamy tylko kilka możliwości reakcji i kluczowe jest zawsze, jak radzimy sobie z tym, że ktoś może nas zranić: możemy:

1) przyciągnąć kogoś (zbliżyć się),
2) odepchnąć,
3) oddalić się, odsunąć.

Na spotkaniach z parą staramy się na nowo odczytać te zachowania, by zrozumieć leżące u ich podłoża motywy. Przyjrzenie się z bliska im, pozwala na uruchomienie empatii, która jest kluczem do bycia bliżej drugiej osoby.

Autor: Beata Podgórska

Mit rodziny

Bodaj głównym źródłem powstawania mitów była potrzeba oswajania świata, czynienia go mniej zagrażającym, bardziej zrozumiałym. Bardzo szczególnym a zarazem skutecznym sposobem okazało się, jak pisze w tytule jednego z pierwszych rozdziałów swej książki pt. „Praca nad mitem”, niemiecki mitoznawca Hans Blumenberg, „wtargnięcie nazwy w bezimienny chaos” (s. 32). „Nawet bardzo dobra wiedza o rzeczach niewidzialnych – pisze Blumenberg – np. o takich, jak promieniowanie, atomy, wirusy czy geny – nie kładzie kresu trwodze.

Archaiczna trwoga dotyczy nie tyle tego, co jeszcze nie poznane, ile raczej tego, co nieznane. Jako nieznane jest ono bezimienne; jako bezimienne – nie może zostać zaklęte, przywołane na pomoc ani zneutralizowane magią.” Z tego samego źródła wypływa potrzeba mitu rodzinnego, która poprzez nadawanie nazw, imion pozwala opowiadać o sobie i bliskich historie, przede wszystkim zaś, umiejscowić i w jakimś sensie zrozumieć siebie, określić swoje miejsce w świecie, wreszcie, znaleźć wartość identyfikacji z własną rodziną, choć także jej słabości.

Wydawać by się mogło, że pojęcie mitu rodzinnego, traci na znaczeniu wobec przemian kulturowych zachodzących we współczesnym świecie. „W ciągu czterdziestu ostatnich lat, pisze Tomasz Szlendak w „Socjologii Rodziny” (Socjologia Rodziny Ewolucja, historia, zróżnicowanie, Wydawnictwo PWN 2010, s. 376), radykalnie zmieniły się postawy ludzi wobec małżeństwa, rodziny, wychowania dzieci, rozwodów, samotnego rodzicielstwa. W latach 50. i 60. rodzina była podstawowym warunkiem odczuwania szczęścia. Im bliżej roku 2000, tym mniej ludzi tak sądziło.”

Można byłoby powiedzieć, iż dystans 40. czy 50. lat wobec obecności mitów w ciągu wieków nie może im zagrażać. Ale wnioskiem ważniejszym i prawdziwszym będzie przekonanie, iż trudny czas kryzysu w jakim postrzegana jest dziś rodzina wzmaga ową trwogę, o której pisze Hans Blumenberg, choć zapewne bardziej nieświadomie niż świadomie. A co za tym idzie to właśnie w micie rodziny należy dostrzec szansę znajdowania dróg wyjścia, co nie oznacza zaniechania działań w sferze ekonomicznej i społecznej.

Autor: Zygfryd Klaus

Przestrzeń i miejsce

Geograf Yi – Fu Tuan w książce “Przestrzeń i miejsce” opowiada, iż Eskimosi rozwijają dobrą orientację przestrzenną poruszając się w obszarze mgieł i śniegu, w sytuacji niedookreślonej, nie oznaczonej wieloma punktami orientacyjnymi, budując identyfikację miejsca w przestrzeni za pomocą minimalnych wskazówek.
Niełatwa sytuacja rodzinna lub osobista, trudności, może również służyć ubogacaniu poczucia orientacji i radzenia sobie w życiu, gdy zdecydujemy się skorzystać ze wsparcia.

Określanie, jak można zadbać o siebie, tak, by było w życiu wystarczająco wiele radości, spokoju, odpoczynku, odporności, może stanowić pasjonującą aktywność. Warto, w czasie oświetlonych dni świątecznych, a także tych codziennych, podarować sobie oraz innym, w różnym stopniu bliskim osobom, wystarczająco dużo zrozumienia, wzruszenia, mądrości, bycia, przeżywania, odróżniania jaka zmiana jest potrzebna, jaka jest teraz możliwa, a co będzie możliwe nieco później.

Psychoterapeuta P. Nemetschek przytoczył następującą przypowieść Miltona Ericksona:
Gdy Indianki przy przędzeniu przełożą pierwszą nić, oczami wyobraźni widzą obraz gotowego dywanu i wiedzą jaka będzie ostatnia nić.”

Warto, by nasze życie utkane było z dobrze wybranych cząstek codzienności oraz nut świątecznych, radosnych, przynoszących ubogacenie wzoru tworzącego satysfakcjonujacą całość.

Autor: Wioletta Zawistowska.

Zarządzanie lękiem

Strach, lęk są uczuciami, które towarzyszą nam na co dzień w różnych sytuacjach. Bez nich nie moglibyśmy funkcjonować prawidłowo. Jednak lęk, który nieustannie odczuwa wiele osób, jest stanem trudnym do zniesienia i wpływa negatywnie na jakość ich życia. Występowanie nadmiernego niepokoju w sytuacjach społecznych prowadzi do zjawiska fobii społecznej.

Osoba z fobią społeczną unika sytuacji, w których może być oceniana. Z kolei osoby, które nieustannie martwią się czymś, są napięte, przedstawiają sobie katastroficzne wizje swojego życia, cierpią na uogólnione zaburzenie lękowe. Czasem lęk występuje tylko w określonych sytuacjach: w kontakcie z pająkiem, psem, ciemnością, windą, wysokością i innymi – to oznacza fobię prostą u osób zgłaszających powyższe problemy.

Lęk może przyjąć postać paniki, czyli bardzo silnego, nagłego lęku, któremu towarzyszą określone objawy somatyczne pod postacią np. przyspieszonego bicia serca, ucisku w klatce piersiowej, trudności w oddychaniu, nudności, pocenia się, bólu głowy i innych. Takie objawy są bardzo nieprzyjemne dla osób, które tego doświadczają i często zmuszają ich do wizyty u lekarzy różnych specjalności, np. u kardiologa, ponieważ myślą, że dzieje się coś złego z sercem. Zazwyczaj dowiadują się, że wszystko jest w porządku i że „to tylko nerwica”.

Powtarzające się napady lęku mogą oznaczać tzw. agorafobię, czyli lęk przed otwartą przestrzenią. Niekiedy pojawia się ona w czasie podróży autobusem, podczas przebywania w tłumie, w kinie, stania w kolejce w supersamie i innych.

W naszym ośrodku terapia lęku polega na pracy z wszystkimi aspektami występujących objawów: pracujemy z ciałem (procesami fizjologicznymi), myśleniem osoby oraz wprowadzamy strategie behawioralne (nowe zachowania). Efektywność terapii jest związana z zaangażowaniem osoby i jej motywacją do wprowadzania zmian. Czasem proces leczenia utrudnia występowanie tzw. wtórnych zysków z choroby, co oznacza, że osoba zaspokaja w sytuacji lękowej różne swoje potrzeby psychiczne i trudno jest jej wtedy zrezygnować z tego objawu. Wówczas praca terapeutyczna dotyczy przejmowania odpowiedzialności za zaspokajanie swoich potrzeb bez udziału innych osób. W ten sposób torowana jest droga do większej samodzielności osoby. A to już jest krok do wyzdrowienia. Osoba musi nauczyć się polegać na sobie. Musi wiedzieć, że poradzi sobie w każdej sytuacji. To buduje jej zaufanie do siebie, które jest podstawą zdrowego funkcjonowania. Poczucie wpływu na swoje życie może oznaczać koniec terapii.

Autor: Jadwiga Mrozowicka

Zmiana

Nie kontynuuj życia w ten sam stary sposób. Postanów zrobić coś, co poprawi twoje życie i zrealizuj swoje postanowienie. Odmień swoją świadomość: to wszystko czego ci potrzeba.”
-Paramahansa Yogananda

Nasze nawyki stają się naszą drugą naturą. Tak mocno przyrastają do nas, że możemy zapomnieć , kim naprawdę jesteśmy – przestajemy czuć i dostrzegać naszą prawdziwą istotę, tracimy z nią/ze sobą kontakt. Ktoś mówi: „Przychodzę zawsze na czas bo boję się, że się spóźnię”.
Takie sobie proste wyjaśnienie, zapewne często powtarzane. Jednak zdanie to niesie ze sobą pewną istotną informację, która zostanie przez jego inteligentny mózg wychwycona i zapisana, ponieważ ma znaczenie z punktu widzenia przetrwania, a także z punktu widzenia rozpoznawania, określania czy definiowania siebie samego. Często definiowania siebie w sposób automatyczny, nawykowy. Ta informacja to słowa „boję się”.

Dopytany o to, czy naprawdę się boi, ten ktoś po zastanowieniu odpowiada, że w zasadzie nie, kiedyś się bał wielu różnych rzeczy, tego, że się spóźni także. Teraz tak naprawdę nie boi się spóźnienia, ponieważ jest tak dobrze zorganizowany, że zawsze zdąża na czas. Musiałoby zdarzyć się coś zupełnie nieoczekiwanego. Jednak nieświadomie podtrzymuje w sobie obraz siebie bojącego się. Czy to mu służy? Wątpliwe.

Niewątpliwie służy myślenie i mówienie o sobie w sposób pozytywny, bardziej urealniony i odnoszący się do teraźniejszości. Ważniejsze od tego jacy byliśmy kiedyś, jest to, jacy jesteśmy teraz, ze wszystkim czego się nauczyliśmy, co w sobie rozwinęliśmy. I to, jacy możemy być jutro , czego się nauczymy, co w sobie rozwiniemy.

Zacznij od uważności na to, jak myślisz i mówisz sam o sobie. Wybierz jedną myśl, może na początek taką nie najgorszą. Zadaj sobie pytanie: czy to mi służy? A potem weź kilka głębokich wdechów i wydechów i zapytaj siebie: jakby to było gdybym mógł/mogła myśleć o sobie: tu wprowadź odwrotność tej myśli lub pożądany stan, to czego chcesz, do czego dążysz. Pozwól sobie naprawdę wzbudzić w sobie zaciekawienie się tym, jakby to mogło być. Trochę tak, jakbyś delikatnie uchylał drzwi do nowej możliwości. Może jeszcze nie wiesz, jak to zrobić, ale jesteś ciekaw/ciekawa, jakby to mogło być.

Jakby to mogło być gdybym……. Twoja nieświadomość zrobi resztę.

Bo jak powiedział Milton H. Erickson: „ naprawdę powinno się polegać na swojej nieświadomości w każdej sytuacji. Większość ludzi polega na swoim świadomym umyśle i dysponują tylko tym, do czego świadomość ma dostęp w danej chwili. Kiedy polegasz na swojej nieświadomości, masz do dyspozycji nieprzebrane bogactwo doświadczeń.”

Autor: Elżbieta Sanigórska